Przejdź do stopki

Patron szkoły

Święty Jan Kanty - wzór do naśladowania

 

Jan z Kęt już na chrzcie świętym otrzymał skarb wiary, który poniósł w swe młodzieńcze i dojrzałe życie, trafnie odczytując Bożą wolę. Spędził je pracowicie, ćwicząc się w wypełnianiu Chrystusowego nakazu miłości i świadcząc miłosierdzie. Uczył się, ale i nauczał innych. Wszystkie obowiązki wypełniał z pokorą, jako służbę braciom. Osiągniętych stopni naukowych nie uważał za zaszczyt, ale za środek do lepszego poznania Mądrości Bożej i porządku świata.

MIŁOSIERDZIE.

My, uczniowie Zespołu Szkół nr 7 staramy się naśladować św. Jana, szczególnie w dwóch dziedzinach. Pierwsza z nich to MIŁOSIERDZIE Już w 2007 roku zaangażowaliśmy się w realizację projektu „Choinka dla Afryki”. Polegał on na przynoszeniu przez chętne dzieci własnoręcznie wykonanych bombek i wrzucenie drobnych datków do puszki. Zebrana kwota oraz zdjęcia z tej akcji zostały przesłane do Afryki do ojca Teofila - misjonarza. Wkrótce otrzymaliśmy list, w którym ojciec podziękował nam za dar serca oraz poinformował, że zebrane pieniądze zostały przeznaczone na pomoc trójce dzieci z bardzo biednych rodzin. Otrzymaliśmy ich zdjęcia i krótki opis ich sytuacji życiowej.

W naszej szkole były organizowane również inne akcje, które miały na celu pomoc potrzebującym i kiedy nadarzyła się okazja, zaangażowaliśmy się w projekt „ Mieć wyobraźnię miłosierdzia”. W czasie trwania tego projektu staraliśmy się na miarę naszych możliwości pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebowali.

W okresie Wielkiego Postu wszyscy uczniowie mieli okazję zaangażować się w akcję „Jałmużna wielkopostna”. Zebraną kwotę przekazaliśmy o. Teofilowi - misjonarzowi pracującemu w Rushooce koło Ugandy. Z nadesłanego listu dowiedzieliśmy się, że pieniądze zostały przeznaczone na wykończenie klasy w szkole podstawowej, w której uczy się 1500 uczniów. Realizując projekt zorganizowaliśmy kiermasze ciast, a uzyskane pieniądze przekazaliśmy KRAKOWSKIEMU HOSPICJUM DLA DZIECI IMIENIA JÓZEFA TISCHNERA. Rozprowadzaliśmy kalendarzyki, a zebraną kwotę wysłaliśmy FUNDACJI NA RZECZ OSÓB NIEWIDOMYCH I NIEPEŁNOSPRAWNYCH „POMÓŻ I TY”.

Inną przeprowadzoną przez nas akcją był kiermasz podręczników, gdzie uczniowie naszej szkoły mogli zakupić od swoich starszych kolegów i koleżanek książki po niższej cenie, a przy okazji wesprzeć potrzebujących. Zebraną kwotę przekazaliśmy na zakup zeszytu ćwiczeń oraz przyborów szkolnych dla dzieci z wielodzietnej rodziny.

Wielu uczniów naszej szkoły zaangażowało się w loterię fantową. Chętnie przynieśli upominki do rozlosowania, a później zakupili losy, by wspomóc wymienioną wyżej rodzinę. Za zebrane pieniądze zakupiliśmy i przekazaliśmy środki czystośc

Przed świętami Bożego Narodzenia i świętami wielkanocnymi przeprowadziliśmy zbiórki:

  • Materiałów szkolnych i książek, które przekazaliśmy do zarządu PCK w Wadowicach. Materiały te zostały przekazane do DOMU SAMOTNEJ MATKI IM. EMILII WOJTYŁOWEJ oraz
  • Żywności długoterminowej, którą również dostarczyliśmy do zarządu PCK w Wadowicach. Tam miały być przygotowane paczki dla potrzebujących rodzin z powiatu wadowickiego.

Wyjątkową akcją, która wynikła z potrzeby serca, była zbiórka żywności długoterminowej, pościeli, ręczników, ubrań i środków czystości dla osób dotkniętych powodzią. Zebrane rzeczy przekazaliśmy do Zarządu PCK, który zajmował się rozwiezieniem zebranych rzeczy do tych, którzy stracili często dorobek całego życia.

Już od dwóch lat zbieramy plastikowe nakrętki, które przekazujemy Magdzie z Wadowic, chorej na SM (stwardnienie rozsiane). Za 7 ton nakrętek otrzymuje dawkę bardzo drogiego leku.

W 2010 roku wzięliśmy udział w akcji Góra Grosza. Jeden Grosz znaczy niewiele, ale Góra Grosza jest największa na świecie. Uczniowie naszej szkoły, angażując się w tą akcję, zobaczyli jak niewiele trzeba, by pomóc dzieciom z domów dziecka.

Niektórzy pytali nas, co nam to dało? Odpowiedź była prosta. Staliśmy się bardziej wrażliwi na potrzeby innych, zmieniło się nasze spojrzenie na wolontariat oraz na ludzi, którzy pomagają bezinteresownie. Poza tym odczuwaliśmy ogromną radość i satysfakcję z niesionej pomocy. Zrozumieliśmy również, że zrobiliśmy coś dobrego, że sprawiliśmy „KOMUŚ” radość.

PRACA/NAUKA.

Drugą dziedziną, w której chcielibyśmy naśladować św. Jana Kantego to PRACA/NAUKA. Niektórzy od początku istnienia naszego Gimnazjum wyróżniają się w tej dziedzinie. Chętnie i licznie biorą udział w konkursach międzyszkolnych. Solidnie się do nich przygotowują, o czym świadczy wysoka ilość uczestników zakwalifikowanych do etapu rejonowego.

W sposób szczególny wyróżnił się Karol Janicki, który został laureatem Małopolskiego Konkursu z Fizyki i Astronomii. Dzięki niemu nasze gimnazjum uzyskało tytuł NAJLEPSZEJ SZKOŁY Z MAŁEJ MIEJSCOWOŚCI w Małopolskim Konkursie z Fizyki i Astronomii dla Gimnazjalistów.

Wysoki wynik otrzymali również Michał Karamański - finalista Małopolskiego Konkursu Historycznego oraz Karolina Grabska - finalistka małopolskiego Konkursu Języka Niemieckiego.

Uczennica Marta Pacut wzięła udział w Wojewódzkim Konkursie Czytelniczym organizowanym przez Dom Kultury im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Krakowie. Konkurs dotyczył znajomości książek Lucy Maud Montgomery - „Emilka ze Srebrnego Nowiu” i  „Emilka dojrzewa”. Marta Pacut zdobyła 2 miejsce w województwie!!! To ogromne osiągnięcie, gdyż w konkursie brało udział aż 118 uczestników!

Wyróżnienie na XXI sesji naukowej dla młodzieży „Ocalić od zapomnienia” otrzymali Paulina Paździorko i Jakub Merak za prezentację przeprowadzonego wywiadu pt. „Człowiek modlitwy” na drodze życiowej pani Ewy.

XXXI Międzynarodowy Konkurs Plastyczny dla Dzieci i  Młodzieży „Moja Przygoda w Muzeum ” okazał się wyjątkowym dla jednego z  uczniów naszej szkoły. Damian Leja za swoją pracę „Pokonane zło ” otrzymał nagrodę a jego pracę można było podziwiać w wystawie pokonkursowej.
Dodać należy, że na finał konkursu przysłanych zostało do Muzeum Okręgowego w Toruniu około 2400 prac plastycznych z  czego jury przyznało 18 równorzędnych nagród i  24 równorzędne wyróżnienia.

Tak więc osoba św. Jana Kantego pobudza nas do pilnego i bardziej głębszego poznawania prawd naszej wiary, do czynów chrześcijańskiego miłosierdzia oraz pilnej nauki i pracy.

 

Życiorys

Św. Jan Kanty - jałmużnik i uczony Święty Jan Kanty przyszedł na świat w Kętach na Ziemi Oświęcimskiej w dniu 24 czerwca 1390 r. Zgodnie ze zwyczajem otrzymał na chrzcie świętym imię Jan, ponieważ je "sobie przyniósł". Jego patronem był św. Jan Chrzciciel, którego orędownictwo łatwo możemy rozpoznać w życiu Świętego Profesora. Hebrajskie imię Jan znaczy "Bóg jest łaskawy". Tę łaskawość Boga rozpoznajemy bardzo wyraźnie szczególnie w dobroci i miłosierdziu, które Jan z Kęt świadczył przez całe swoje życie. Jego rodzice byli pobożnymi i zamożnymi mieszczanami. Niestety, nie zachowały się żadne informacje o dzieciństwie przyszłego świętego. Pierwszym udokumentowanym wydarzeniem z życia Jana z Kęt jest wpis w indeksie Akademii Krakowskiej, będący świadectwem przyjęcia go w poczet studentów Wydziału Sztuk Wyzwolonych krakowskiej Wszechnicy. Było to w roku 1413, a więc gdy świeżo upieczony student miał 23 lata. Kariera naukowa Jana przebiegała bez zakłóceń. We wrześniu 1415 r. otrzymał tytuł bakałarza nauk wyzwolonych, zaś magistrem tego kierunku został w styczniu roku 1418. W tym też okresie przyjął święcenia kapłańskie. Niestety, uzyskana przez młodego akademika posada docenta nauk filozoficznych była bezpłatna. Dla zabezpieczenia sobie bytu zdecydował się więc objąć zaproponowaną mu przez miechowskich bożogrobców funkcję kierownika ich szkoły klasztornej. W Miechowie Jan spędził 8 lat (1421-1429). Oprócz kierowania szkołą, zajmował się kaznodziejstwem. W spuściźnie rękopiśmiennej, jaka pozostała po świętym, znajdują się szkice kazań i wyciągi z tekstów autorstwa innych, słynnych wówczas polskich kaznodziejów. Mając do dyspozycji bibliotekę klasztorną w Miechowie mistrz Jan w chwilach wolnych kopiował dzieła słynnych teologów – zwłaszcza św. Augustyna, na którego regule oparta była organizacja zakonu bożogrobców. Nie zapomniała o nim jednak jego Alma Mater. Gdy pod koniec lat dwudziestych zwolniło się miejsce w jednym z kolegiów, o jego objęcie został poproszony Jan Kanty. Powrócił więc do Krakowa i rozpoczął wykłady na wydziale nauk wyzwolonych. Dość szybko, bo w roku akademickim 1432/33, został wybrany dziekanem wydziału. Funkcję tę pełnił ponownie w latach 1437- 1438. Jednocześnie kontynuował studia na najważniejszym wydziale Akademii Krakowskiej – teologicznym. W 1439 r. otrzymał tytuł bakałarza Świętej Teologii i został kanonikiem kolegiaty św. Floriana. Z tą ostatnią godnością związana była funkcja plebana parafii w Olkuszu. Oczywiście duszpasterstwo w tym górniczym mieście nie wchodziło w grę z powodu oddalenia od Krakowa. Nie dawało to św. Janowi spokoju. Po kilku miesiącach zrezygnował więc z probostwa olkuskiego, ponieważ nie chciał obciążać swego sumienia odpowiedzialnością za dusze wiernych, których nawet nie widział. Zachował jednak tytuł kanonika-kantora u św. Floriana, co zobowiązywało go do opieki nad śpiewem w kolegiacie. W 1443 r. Jan Kanty uzyskał tytuł magistra teologii (wówczas wyżej w hierarchii był tylko tytuł doktora). Uprawniało go to do wykładania „królowej nauk” studentom. I rzeczywiście, dwa lata później jego nazwisko możemy znaleźć na liście profesorów wydziału teologicznego. Obok pracy dydaktyczno-naukowej sporą część energii mistrz Jan poświęcał duszpasterstwu. Jak każdy ksiądz pełnił oczywiście posługę przy ołtarzu, ambonie i w konfesjonale, ale oprócz tego, jako teolog służył poradą innym braciom w kapłaństwie, którzy zwracali się do niego z prośbą o rozwiązanie trudnych przypadków, z którymi zetknęli się podczas sprawowania sakramentu pokuty. Niejednokrotnie rozstrzygał więc problemy związane z etyką małżeńską, nałogami, stosunkami międzyludzkimi... Wielką wagę w swej pracy duszpasterskiej św. Jan Kanty przywiązywał do rozpowszechniania kultu Najświętszego Sakramentu i przyjmowania Komunii św. przez wiernych. Jego skromność, zamiłowanie do ascezy i modlitwy, szacunek, z jakim zwracał się do innych ludzi, robiły ogromne wrażenie na otoczeniu. Nie pozwalał, aby w jego obecności kogoś obmawiano. Na ścianie swej izdebki wypisał po łacinie maksymę „Strzeż się obrazić kogo, bo przepraszać nie jest błogo”. Żyjący z nim w murach Akademii profesorowie byli wielokrotnie świadkami, jak podczas wspólnego posiłku mistrz Jan powiadomiony o przybyciu żebraka wstawał od stołu mówiąc: „Chrystus przychodzi”. W takich wypadkach obdarowywał przybysza własnym jedzeniem bądź po prostu sadzał go na swym miejscu za stołem. Jeszcze raz zacytujmy ks. Piotra Skargę, który pisał o świętym: Miłosierne uczynki, nieustannie czynił, potrzebującym pomoc dając, smutnych pocieszając, gości i pielgrzymów przyjmując, więźniów nawiedzając, i sercem pełnym miłosierdzia, szaty i buty co rok ubogim kupując, rozdawał. Czasem ujrzawszy bosego ubogiego, swoje mu trzewiki dawał, a sam nogi swoje gołe spuszczeniem płaszcza pokrywszy, do domu wracał. Pamiętając o zaleceniach ewangelicznych Pana Jezusa oraz przykładzie wielkich świętych, Jan Kanty żył bardzo skromnie. W gmachu Akademii zajmował małą celę. Często pościł. Jako ćwiczenie ascetyczne można także uznać mrówczą pracę przy kopiowaniu dzieł filozoficznych i teologicznych. Poświęcał tej czynności niemal każdą wolną chwilę. Pozostawione przez niego rękopisy liczą łącznie ponad 18 tysięcy stron! Gdzieniegdzie na marginesach notował uwagi do treści przepisywanego dzieła. Jeden z nich może być symbolem jego umiłowania prawdy i wierności Kościołowi. Brzmi on następująco: O tej rzeczy trzeba czytać ostrożnie, spoglądając ze czcią ku Kościołowi, aby nie brać fałszu za prawdę. Powaga bowiem Kościoła jest wyższa nad te argumenty. Przy niej należy pozostać, aby mieć życie ze świętymi. Niestety, nie mamy pewnych informacji o ostatnich latach życia św. Jana Kantego. Podobno miał w tym czasie odwiedzić Jerozolimę oraz kilkakrotnie Rzym. Z pewnością jednak pracował i czcił Boga życiem i modlitwą. Pan zakończył jego ziemską wędrówkę w wigilię swoich narodzin 24 grudnia 1473 r. Pochowany został tam, gdzie żył i umarł, to jest w Krakowie, w kościele akademickim św. Anny. Wielki kult, jakim go otoczyli Polacy, został usankcjonowany 16 września 1690 r., przez dekret beatyfikacyjny papieża Klemensa XII. Kilkadziesiąt lat później – 16 lipca 1767 r. kanonizował go Ojciec Święty Klemens XIII. Wspomnienie liturgiczne św. Jana Kantego przypada 20 października. Istnieje wiele legend i opowieści o św. Janie z Kęt, w których często wydarzenia prawdziwe mieszają się z legendą. Świadczą one o wielkiej otwartości mistrza Jana na prostych, ubogich ludzi. Przebija z nich obraz człowieka wrażliwego, który bez wahania dzielił się z potrzebującymi, a za otrzymane dobro odwdzięczał się z nawiązką. Jedna z opowieści mówi, że w czerwcu 1464 r. przechodząc przez rynek krakowski sędziwy profesor Akademii Krakowskiej zobaczył płaczącą dziewczynę. Czuły na nieszczęście bliźnich zainteresował się powodem jej smutku. Okazało się, że dziewczyna rozbiła dzban, w którym niosła mleko. Płakała lękając się kary, jaką spodziewała się ponieść z ręki srogiej pani, u której była służącą. Święty zebrał skorupy i zaczął się modlić. Nieoczekiwanie dzban w cudowny sposób zrósł się. Służąca zgodnie z poleceniem dobroczyńcy napełniła naczynie wodą z płynącej pod murami miasta Rudawy. Jan Kanty pomodliwszy się nad dzbanem, oddał go dziewczynie. Był pełen mleka... * * * Gdy w Święta Bożego Narodzenia, idąc w nocy na Jutrznię, Jan Kanty spotkał leżącego na ulicy żebraka, który drżał cały z zimna i prosił o zlitowanie, nie namyślając się wiele ściągnął z siebie płaszcz i okrył nim biedaka. Legenda głosi, że po powrocie do domu znalazł tę szatę w swym mieszkaniu. * * * Podczas pieszej wędrówki przez podkrakowskie wsie św. Jan z Kęt spotkał żeńców ścinających zboże. Chłopi chętnie wdali się w rozmowę z wędrowcem, a gdy zorientowali się, że od rana nic nie jadł, podzielili się z nim własnym posiłkiem. Wdzięczny profesor podarował im obraz NMP. Umieszczony w miejscowym kościele wizerunek Matki Bożej Lisieckiej zasłynął wieloma cudami. Papież Klemens XIII tak scharakteryzował postać świętego Jana Kantego: "W jego słowach i postępowaniu nie było fałszu ani obłudy: co myślał, to i mówił. A gdy spostrzegł, że jego słowa, choć słuszne, wzbudzały niekiedy niezadowolenie, wtedy przed przystąpieniem do ołtarza usilnie prosił o wybaczenie, choć winy nie było po jego stronie. Codziennie po ukończeniu swoich zajęć udawał się z Akademii prosto do kościoła, gdzie się długo modlił i adorował Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Tak więc zawsze Boga tylko miał w sercu i na ustach".